Szukaj na tym blogu

O mnie

Moje zdjęcie

Uzależniona od herbaty miłośniczka psów i kolekcjonerka książek kucharskich, pasjami czytająca kryminały i literaturę skandynawską, a mimo to nie wiedząca gdzie stawiać przecinki.

28 sierpnia 2011

Weekendowo - zupełnie nie kulinarnie

Uwaga ostrzegam lojalnie ten wpis niewiele będzie miał wspólnego z gotowaniem, choć jakby ktoś się uparł... :)))))
   Piątek był dla mnie pracowitym dniem w kuchni. Ugotowałam zupę z dyni, upiekłam tartę dyniową (przepis wkrótce) oraz zagniotłam kopytka, dlatego też sobotę postanowiłam spędzić z dala od garnków i domowych pieleszy.

   Pogoda dopisywała od rana, więc z Agatką i Agatkową Mamą, uzbrojone w picie i suchy prowiant wybrałyśmy się do ZOO.

Agatka z Mamą. Ciocia, czyli ja, robi zdjęcia :)


Szczerze powiedziawszy ostatni raz w ZOO byłam wieki temu, nawet nie pamiętam kiedy, dlatego też ten dzień przyniósł mi wiele radochy. 

Wiele zwierząt nie udało się nam obejrzeć, kryły się one przed upałem w swoich legowiskach. Mimo wszystko była to fantastyczna wycieczka i warto było rozpuszczać się w słońcu. :)))
Zresztą upał, nie upał - uśmiech na buzi dziecka rzecz bezcenna!

Nie wszystkie zdjęcia udało mi się zrobić dobrze z powodu warunków atmosferycznych, czy specyficznego oświetlenia np. w terrariach. Nie każdy "obiekt" dał się sfotografować, bo był zbyt ruchliwy, bądź na widok aparatu odwracał się i tyle go widziano :)))
No i nie ukrywam mistrzem fotografii to ja nie jestem.

Gotowi? Zaczynamy wycieczkę po warszawskim ZOO. Fotorelacja w skrócie.

   Na pierwszy rzut idą znane każdemu mieszkańcowi Warszawy Miśki. Bez Miśków Warszawa byłaby zupełnie innym miastem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że bez Miśków nie byłoby warszawskiej Pragi! :)))
Generalnie Miśków w ZOO jest więcej niż jeden, ale tylko ten miał ochotę na małą sesję fotograficzną. Reszta czmychnęła przed natrętnymi paparazzi.

Jeden z warszawskich Miśków

Idąc dalej alejką, mijamy ptaszarnię:

Flamingi


Kondor - największy z drapieżnych ptaków

Ibis

   Ptaków była cała mnogość. Klatki z ptakami są rozstawione w różnych punktach całego ogrodu zoologicznego. Jednakże największymi "gwiazdami" wśród ptasiej rodziny są papugi. Przepiękne, mieniące się feerią barw pióra robią niesamowite wrażenie. Papugi lubią też chyba skupiać na sobie uwagę otoczenia, gdyż wydzierały się na całe gardło i nie sposób było minąć je obojętnie. Bez wątpienia mają "parcie na karierę" i okoliczni fotografowie im nie straszni :)))





Gdy wizyta u papug dobiegła końca, swe kroki skierowałyśmy w stronę Akwarium.




Piranie

Ukwiał

Gdzie jest Nemo? :)







Niestety wśród tylu ryb złotej rybki nie znalazłam, więc muszę odpuścić sobie trzy życzenia, a szkoda.


W Małpiarni nie sposób było sfotografować kogokolwiek. Małpy są zbyt ruchliwe i udało mi się pstryknąć fotę tylko jednej Kapucynce.

Kapucynka
 Natomiast dzięki swojej ograniczonej ruchliwości kangury stanowiły wdzięczny obiekt do fotografowania. Rzekłabym nawet, że pozowały do zdjęcia całą rodziną.



Jednego kangura dzisiejszy upał dosłownie powalił na ziemię :). To dziwne, bo przecież z temperaturą na + daleko nam do Australii.

   Z bardzo bliskiej odległości mogłyśmy przyjrzeć się nosorożcowi. Był dosłownie na wyciągnięcie ręki, tylko jakoś nikomu nie starczyło odwagi, by tę rękę wyciągnąć. 
   Robi wrażenie, ale niestety brzydko pachnie, co dało się odczuć w takim skwarze.
  

A tu przedstawiciel zwierząt rogatych. Nazwy nie pamiętam. Jeśli się nie mylę jest to jakaś egzotyczna owca, choć mi ona przypomina bardziej kozę.



Idąc dalej, trafiłyśmy do pawilonu z gadami, choć nie wiedzieć czemu w pawilonie z napisem "Gady" znalazły się i płazy.





 
 



 
 
"Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby" :)



 

Odwiedziłyśmy też żyrafy.



Żyrafia rodzinka w komplecie

Nie omieszkałyśmy zajrzeć do kotków.


 

 

Żałuję tylko, że nie udało mi się uchwycić momentu, kiedy tygrys zaczął tarzać się po trawie i bawić jak mały kociak. Było to naprawdę urocze :)

Na sam koniec złożyłyśmy wizytę Władcy. Oto Król Lew wraz z małżonką :)



 Jego Wysokość nie miał czasu dla poddanych, ponieważ właśnie zażywał kąpieli słonecznej, tak więc nie pozostało nam nic innego jak wrócić do domu. :))) 

6 komentarzy:

  1. to wycieczka była udana...;) a zdjęcia bardzo fajne.. podoba mi się Ibis chyba nie widziałam na żywo. Ja też bardzo lubie odwiedzać zooo

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj bardzo udana!!! Dziękuję za docenienie zdjęć, bo nie mam pojęcia o fotografowaniu. :)
    A Ibisa nie sposób było nie zauważyć - przez tę czerwień rzuca się w oczy ;).
    Na mnie największe wrażenie zrobiły dzikie koty, piękne zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
  3. świetna fotorelacja:) a wypad jak widzę bardzo udany! zazdroszczę, w pozytywnym sensie oczywiście;) wstyd się przyznać, ale w Zoo jeszcze nie byłam:( najbliżej mam w Chorzowie, muszę się koniecznie tam wybrać:) pozdrawiam
    p.s. mnie również zdjęcia bardzo się podobają :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakby co, zapraszam do Warszawy :))) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. byłam w ZOO dwa tygodnie, ale w tym krakowskim. Niestety jeszcze nie ma tam żyraf:(

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja byłam tyle razy w Krakowie a w krakowskim ZOO ani razu. A żyrafy może kiedyś będą :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Osoby Anonimowe proszę o podpisanie się imieniem lub nickiem.
Pozdrawiam Qualietta