Szukaj na tym blogu

O mnie

Moje zdjęcie

Uzależniona od herbaty miłośniczka psów i kolekcjonerka książek kucharskich, pasjami czytająca kryminały i literaturę skandynawską, a mimo to nie wiedząca gdzie stawiać przecinki.

31 sierpnia 2011

Domowa pieczeń ze schabu

Bywa tak, że mamy już dość gotowych wędlin, warto wtedy pokusić się o własnoręczne przyrządzenie pieczonego mięsa.  Przecież kanapki z domowej roboty schabem, to czysta poezja. Prócz smaku, własne pieczyste ma tę zaletę, że jest bez konserwantów i dlatego dobrze troszeczkę się natrudzić, by potem uzyskać coś smacznego na talerzu.

U mnie w domu lubimy zdecydowane smaki, więc podane tu ilości soli i majeranku dopasujcie do własnych upodobań.

Składniki:
  • 2,5 kg schabu karkowego,
  • 10 ząbków czosnku,
  • 5 solidnych szczypt soli,
  • majeranek - duża garść.

Wykonanie:
Schab myjemy i obgotowujemy w garnku z wrzącą wodą przez jakieś 10 do 15 minut, dzięki temu mięso mniej się skurczy podczas pieczenia. Wyciągamy z garnka, studzimy.
Czosnek obieramy, drobno siekamy lub przeciskamy przez praskę i na desce do krojenia, za pomocą noża, mieszamy z solą tak długo, aż powstanie jednolita masa.
Masę solno - czosnkową wcieramy dokładnie, z każdej strony kawałka mięsa. Pozostawiamy na jakieś pół godziny, niech się dobrze wchłonie.


Po upływie tego czasu, mięso doprawiamy majerankiem, posypując dokładnie całą jego powierzchnię, lekko oklepując, by zioła przywarły do mięsa.
Przełożyć schab do naczynia, w którym się będzie piekł, dołożyć nieco smalcu (dałam pasek szerokości ok. 1,5 cm) i pozostawić na noc w lodówce, niech przejdzie wszystkimi aromatami.



Piec w temp. 200-220 C, przyjmując zasadę, iż na każdy kg mięsa przypada 1 godz. pieczenia. W razie potrzeby czas pieczenia wydłużyć, zależy on też od samego mięsa.

Podczas pieczenia schab przekręcać kilkakrotnie (dość często) oraz polewać sosem, który się wytworzy, aby pieczeń nie była sucha.

Gdy z mięsa wytopi się zbyt mało tłuszczu, podłożyć jeszcze smalcu i podlać wodą.

Aby mieć pewność, że mięso dobrze się upiekło, sprawdzić widelcem do pieczeni. Widelec do pieczeni musi wbijać się w mięso bez problemu, na całej jego długości. Najlepiej sprawdzać w najgrubszych partiach pieczeni.

Zamiast majeranku można użyć mieszanki ziół prowansalskich, lecz wtedy pieczeń "straci" swój tradycyjny smak.

Po upieczeniu, mięso wystudzić, a potem już się tylko zajadać :)

***************************************************************

Mój schabik właśnie się piecze. Zapach roznosi się po całym domu... dobrze, że jestem po obiedzie :)

Już się upiekł, a po wyjęciu z piekarnika, wygląda tak:

Pieczeń ze schabu wprost z piekarnika

30 sierpnia 2011

Tarta z dynią na słodko

Po przygotowaniu zupy z dyni, zostało mi trochę tego warzywa, niewiele, dlatego postanowiłam zrobić tartę z dynią na słodko.

Składniki na ciasto:
  • 300 g mąki,
  • 200 g masła,
  • 100 g cukru,
  • 1 cukier waniliowy,
  • 1 jajko,
  • 2-3 łyżki zimnej wody,
  • masło i bułka tarta do wysypania formy.
Wykonanie ciasta:
Mąkę siekamy razem z masłem, dodajemy oba rodzaje cukru, jajko, wodę i zagniatamy ciasto. Gotowe owijamy folią spożywczą i zostawiamy w lodówce na pół godziny. Po tym czasie, przekładamy je do foremki nasmarowanej tłuszczem i wysypanej tartą bułką, nakłuwamy widelcem i podpiekamy przez jakieś 10 minut w piekarniku nagrzanym do 200 C.

Gdy ciasto chłodzi się w lodówce, przygotowujemy masę do tarty.

Składniki na masę dyniową:
  • 1/2 kg miąższu dyni (obranego ze skóry i pozbawionego pestek),
  • 100 g cukru,
  • 2 jajka,
  • 1/2 szklanki mleka,
  • przyprawa do piernika do smaku (ewentualnie cynamon).
Wykonanie masy:
Dynię ścieramy na tarce o średnich oczkach ("łezki"), dodajemy cukier, przyprawę do piernika i dokładnie mieszamy. Następnie wbijamy jajka i dolewamy mleko. Wszystko razem mieszamy i wylewamy na podpieczony spód tarty.
Ciasto wstawiamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor w 180 C.

Uwaga masa wyjdzie bardzo rzadka!!! Zetnie się podczas pieczenia.

Tarta z dynią na słodko


Ten przepis bierze udział w akcjach: "Tarty na wszystkie sposoby" oraz "Warzywa w słodyczach".

28 sierpnia 2011

Weekendowo - zupełnie nie kulinarnie

Uwaga ostrzegam lojalnie ten wpis niewiele będzie miał wspólnego z gotowaniem, choć jakby ktoś się uparł... :)))))
   Piątek był dla mnie pracowitym dniem w kuchni. Ugotowałam zupę z dyni, upiekłam tartę dyniową (przepis wkrótce) oraz zagniotłam kopytka, dlatego też sobotę postanowiłam spędzić z dala od garnków i domowych pieleszy.

   Pogoda dopisywała od rana, więc z Agatką i Agatkową Mamą, uzbrojone w picie i suchy prowiant wybrałyśmy się do ZOO.

Agatka z Mamą. Ciocia, czyli ja, robi zdjęcia :)


Szczerze powiedziawszy ostatni raz w ZOO byłam wieki temu, nawet nie pamiętam kiedy, dlatego też ten dzień przyniósł mi wiele radochy. 

Wiele zwierząt nie udało się nam obejrzeć, kryły się one przed upałem w swoich legowiskach. Mimo wszystko była to fantastyczna wycieczka i warto było rozpuszczać się w słońcu. :)))
Zresztą upał, nie upał - uśmiech na buzi dziecka rzecz bezcenna!

Nie wszystkie zdjęcia udało mi się zrobić dobrze z powodu warunków atmosferycznych, czy specyficznego oświetlenia np. w terrariach. Nie każdy "obiekt" dał się sfotografować, bo był zbyt ruchliwy, bądź na widok aparatu odwracał się i tyle go widziano :)))
No i nie ukrywam mistrzem fotografii to ja nie jestem.

Gotowi? Zaczynamy wycieczkę po warszawskim ZOO. Fotorelacja w skrócie.

   Na pierwszy rzut idą znane każdemu mieszkańcowi Warszawy Miśki. Bez Miśków Warszawa byłaby zupełnie innym miastem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że bez Miśków nie byłoby warszawskiej Pragi! :)))
Generalnie Miśków w ZOO jest więcej niż jeden, ale tylko ten miał ochotę na małą sesję fotograficzną. Reszta czmychnęła przed natrętnymi paparazzi.

Jeden z warszawskich Miśków

Idąc dalej alejką, mijamy ptaszarnię:

Flamingi


Kondor - największy z drapieżnych ptaków

Ibis

   Ptaków była cała mnogość. Klatki z ptakami są rozstawione w różnych punktach całego ogrodu zoologicznego. Jednakże największymi "gwiazdami" wśród ptasiej rodziny są papugi. Przepiękne, mieniące się feerią barw pióra robią niesamowite wrażenie. Papugi lubią też chyba skupiać na sobie uwagę otoczenia, gdyż wydzierały się na całe gardło i nie sposób było minąć je obojętnie. Bez wątpienia mają "parcie na karierę" i okoliczni fotografowie im nie straszni :)))





Gdy wizyta u papug dobiegła końca, swe kroki skierowałyśmy w stronę Akwarium.




Piranie

Ukwiał

Gdzie jest Nemo? :)







Niestety wśród tylu ryb złotej rybki nie znalazłam, więc muszę odpuścić sobie trzy życzenia, a szkoda.


W Małpiarni nie sposób było sfotografować kogokolwiek. Małpy są zbyt ruchliwe i udało mi się pstryknąć fotę tylko jednej Kapucynce.

Kapucynka
 Natomiast dzięki swojej ograniczonej ruchliwości kangury stanowiły wdzięczny obiekt do fotografowania. Rzekłabym nawet, że pozowały do zdjęcia całą rodziną.



Jednego kangura dzisiejszy upał dosłownie powalił na ziemię :). To dziwne, bo przecież z temperaturą na + daleko nam do Australii.

   Z bardzo bliskiej odległości mogłyśmy przyjrzeć się nosorożcowi. Był dosłownie na wyciągnięcie ręki, tylko jakoś nikomu nie starczyło odwagi, by tę rękę wyciągnąć. 
   Robi wrażenie, ale niestety brzydko pachnie, co dało się odczuć w takim skwarze.
  

A tu przedstawiciel zwierząt rogatych. Nazwy nie pamiętam. Jeśli się nie mylę jest to jakaś egzotyczna owca, choć mi ona przypomina bardziej kozę.



Idąc dalej, trafiłyśmy do pawilonu z gadami, choć nie wiedzieć czemu w pawilonie z napisem "Gady" znalazły się i płazy.





 
 



 
 
"Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby" :)



 

Odwiedziłyśmy też żyrafy.



Żyrafia rodzinka w komplecie

Nie omieszkałyśmy zajrzeć do kotków.


 

 

Żałuję tylko, że nie udało mi się uchwycić momentu, kiedy tygrys zaczął tarzać się po trawie i bawić jak mały kociak. Było to naprawdę urocze :)

Na sam koniec złożyłyśmy wizytę Władcy. Oto Król Lew wraz z małżonką :)



 Jego Wysokość nie miał czasu dla poddanych, ponieważ właśnie zażywał kąpieli słonecznej, tak więc nie pozostało nam nic innego jak wrócić do domu. :)))